NEWS
Mam na imię Diana i mam 21 lat. 1/4 swojego życia spędziłam na oddziale onkologii… 💔
Mam na imię Diana i mam 21 lat. 1/4 swojego życia spędziłam na oddziale onkologii… Nie byłam beztroską nastolatką, nie mam wspomnień z liceum, nie chodziłam na imprezy ani na randki, cały ten czas spędziłam w szpitalu… 2 lata temu, na 18. urodziny, los przygotował dla mnie naprawdę ciężką próbę… Wznowa choroby nowotworowej.
Choć wierzę, że najtrudniejsza walka jest już za mną, leczenie zostawiło po sobie ślady, z którymi mierzę się każdego dnia. Stąd zbiórka i moja kolejna prośba o pomoc. Będę wdzięczna, jeśli wysłuchasz mojej historii…
https://www.siepomaga.pl/diana-derkach
Nie byłam beztroską nastolatką, nie mam wspomnień z liceum, nie chodziłam na imprezy ani na randki, cały ten czas spędziłam w szpitalu… Zachorowałam, jak miałam tylko 16 lat.
2 lata temu, na 18. urodziny, los przygotował dla mnie naprawdę ciężką próbę… Wznowa choroby nowotworowej.
Choć wierzę, że najtrudniejsza walka jest już za mną, leczenie zostawiło po sobie ślady, z którymi mierzę się każdego dnia. Stąd moja kolejna prośba o pomoc.
Mimo wszystko staram się żyć najpiękniej, jak potrafię. Studiuję psychologię, bo moim największym marzeniem jest pomagać dzieciom, które tak jak ja usłyszały diagnozę nowotworu.
Proszę, pomóż mi nieśc nadzieję tam, gdzie najbardziej jej brakuje…
Gdy zachorowałam, miałam tylko 16 lat. Bolało mnie ramię i plecy w okolicach łopatki, leki przeciwbólowe pomagały tylko na chwilę. Gdyby ktokolwiek wtedy powiedział mi, że mam raka i właśnie zaczyna się mój horror, nie uwierzyłabym… Dbałam o kondycję i zdrowie, lubiłam biegać, uprawiać sport. Miałam 16 lat, przecież to niemożliwe, żebym była chora…
Lekarz zalecił biopsję. Diagnoza – złośliwy nowotwór kości. Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Kolejne tygodnie pamiętam jak przez mgłę. Strach, ból, płacz i ślepe podążanie za wskazówkami lekarzy.
Rodzice zorganizowali mi leczenie zagraniczne. Rachunki ze szpitala przerażały… Widziałam ich ból, ich strach. Tak trudno było mi przełamać się i pokazać, że jestem chora i jak wyglądam, poprosić o pomoc, ale wiedziałam, że to moje jedyne wyjście… Przestałam patrzeć w lustro. Ta dziewczyna, bez długich blond włosów, brwi i rzęs, blada jak ściana – nie chciało mi się wierzyć, że to ja.
To, co przeżyłam, śni mi się w najgorszych koszmarach… To było piekło. 18 cyklów bardzo ciężkiej chemioterapii, operacja, która trwała 8 godzin, po której nie mogłam się ruszyć… Moje ciało bolało, było poparzone od leczenia. Chwile, w których myślałam, że to już koniec, odczuwałam niesamowity ból i strach.
Walczyłam jednak i wygrałam. Moment, w którym usłyszałam, że jest czysto, będę pamiętać do końca życia. Cieszyłam się z każdego nowego dnia, każdego wyjścia do szkoły, każdego spotkania ze znajomymi, każdego nowego włosa na głowie, który odrastał po chemii. Niestety nie na długo. Wznowa… Nie płakałam, ja po prostu rozpadłam się na kawałki.
Kolejna dramatyczna walka, operacja, kolejne cykle chemioterapii. Dziś jestem w remisji i każdego dnia z całego serca dziękuję za kolejną szansę, którą otrzymałam. Niestety leczenie zostawiło po sobie ciężkie powikłania, z którymi nadal walczę…
Przeszłam dwie bardzo poważne operacje łopatki. Powikłania sprawiły, że lekarze musieli usunąć aż połowę jej kości. Przeszłam również resekcję obu płuc, dlatego dziś szybko się męczę i często brakuje mi tchu. Nadal przyjmuję chemię podtrzymującą, która pomaga chronić mnie przed nawrotem choroby, ale niestety powoduje kolejne problemy.
Najbardziej ucierpiały moje kolana – pojawiło się zapalenie stawów i artroza. Jeszcze niedawno przez wiele miesięcy nie mogłam chodzić. Dziś stawiam samodzielne kroki, ale każdy z nich wymaga ode mnie ogromnego wysiłku.
Mimo wszystko staram się żyć najpiękniej, jak potrafię. Studiuję psychologię, bo moim największym marzeniem jest pomagać dzieciom, które tak jak ja usłyszały diagnozę nowotworu. Wierzę, że moje doświadczenia pozwolą mi kiedyś dawać innym nadzieję wtedy, gdy najbardziej będą jej potrzebować.
Dziękuję każdemu z Was za wsparcie, dobre słowo, modlitwę i każdą wpłatę. To dzięki Wam mogę planować przyszłość i marzyć o życiu, które jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe. Jeśli chcecie wspierać mnie dalej, będę bardzo wdzięczna, bo wciąż potrzebuję wsparcia, by opłacić dalsze leczenie i rehabilitację.
Z całego serca dziękuję, że byliście i nadal jesteście częścią mojej historii.
