NEWS
Prezydent z Żylety. No i mamy kolejny obrazek z prezydentury Karola Nawrockiego. Tym razem nie z pałacowych salonów, nie z dyplomatycznych spotkań i nie z wielkiej polityki. Ze stadionu. Piotr Staruchowicz, znany jako „Staruch”, wieloletni gniazdowy Legii Warszawa, właśnie został ułaskawiony przez prezydenta. Zakaz stadionowy? Zdjęty. I nagle wszystko staje się jasne. Bo przecież nie chodzi tutaj wyłącznie o jednego kibica. Chodzi o sygnał wysłany do całego środowiska. Do tych, którzy przez lata budowali swoją pozycję na trybunach, wśród rac, opraw, gwizdów i politycznych haseł.
Prezydent z Żylety. No i mamy kolejny obrazek z prezydentury Karola Nawrockiego. Tym razem nie z pałacowych salonów, nie z dyplomatycznych spotkań i nie z wielkiej polityki. Ze stadionu. Piotr Staruchowicz, znany jako „Staruch”, wieloletni gniazdowy Legii Warszawa, właśnie został ułaskawiony przez prezydenta. Zakaz stadionowy? Zdjęty. I nagle wszystko staje się jasne. Bo przecież nie chodzi tutaj wyłącznie o jednego kibica. Chodzi o sygnał wysłany do całego środowiska. Do tych, którzy przez lata budowali swoją pozycję na trybunach, wśród rac, opraw, gwizdów i politycznych haseł.
Nawrocki mówi im wprost: jestem jednym z was. I to jest właśnie najbardziej niepokojące. Prezydent Rzeczypospolitej ma być symbolem państwa, a nie patronem konkretnej trybuny. Ma stać ponad środowiskami, grupami interesów i politycznymi plemionami. Tymczasem Nawrocki coraz bardziej wygląda jak człowiek, który swoją prezydenturę buduje na zasadzie: pokażę, że jestem swój. Dla Żylety. Dla kibolskiego środowiska. Dla najbardziej radykalnej części stadionowej Polski. Bo przecież trudno uwierzyć, że takie decyzje są politycznie całkowicie obojętne.
Prawo łaski jest prerogatywą prezydenta. I właśnie dlatego powinno być używane z wyjątkową rozwagą. Tymczasem kiedy na pierwszy plan wysuwa się ułaskawienie jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci ultrasowskiego środowiska, trudno nie zadawać pytania: co prezydent właściwie chce tym osiągnąć? Szacunek do państwa? Nie. Autorytet? Też nie. Wygląda raczej na próbę kupienia sobie sympatii środowiska, które lubi prosty przekaz, mocne gesty i swoich ludzi na szczycie. Nawrocki najwyraźniej doskonale rozumie, że na stadionie można dostać coś, czego nie da się zdobyć poważną polityką. Głośny doping. Flagi. Race. Tłum skandujący nazwisko.
Tylko że państwo nie jest sektorem na stadionie. Prezydent nie jest gniazdowym. A Pałac Prezydencki nie jest Żyletą. Najgorsze jest jednak coś innego. Jeżeli prawo łaski zaczyna być odbierane jako polityczny gest wobec swoich, to obywatele mają pełne prawo pytać, gdzie kończy się niezależność prezydenta, a zaczyna polityczna kalkulacja. Dzisiaj Staruch. Jutro kolejny „swój”. A pojutrze może się okazać, że najważniejszym kryterium nie jest to, co ktoś zrobił, tylko to, po której stronie stoi. I dlatego tak ważne są rozliczenia. Nie zemsta. Nie odwet. Nie polityczne polowanie.
Rozliczenia zgodne z prawem. Tak zaplanowane, żeby prawomocne wyroki nie zależały od tego, czy ktoś akurat ma przychylnego prezydenta, który może wyciągnąć z kieszeni akt łaski. Bo jeśli ktoś naprawdę uważa, że państwo prawa działa, to nie powinien liczyć na politycznego protektora. Powinien liczyć się z wyrokiem. Nawrocki tymczasem wysyła bardzo prosty komunikat: swoich się nie zostawia. I być może właśnie o to chodzi. Nie o sprawiedliwość. Nie o powagę urzędu. Nie o państwo. O swoich. A kiedy prezydent zaczyna budować własny kapitał polityczny wśród najbardziej radykalnych środowisk kibicowskich, warto przypomnieć jedną banalną rzecz. Rzeczpospolita nie jest własnością żadnej trybuny. Także tej najbardziej głośnej.
